Kupić bułkę czy nową figurkę?



Każde hobby niesie za sobą dozę przysłowiowego szaleństwa. Czyż szaleństwem nie  jest wydawanie połowy swojej wypłaty na modele czy inne związane z tym akcesoria? Cześć społeczeństwa łapie się wtedy za głowy uważając, że marnujemy swój czas i potencjał na głupie zabawy.
W tym wpisie będę chciał prześledzić drogę do zatracania młodzieńców i skierowaniu na zła drogę białogłowych.

Ekscytacja

Swoje pierwsze kroki w figurowym hobby stawiamy kupując zestawy początkowe bądź nabywając pojedyncze modele. Mając już zakupionego np. boxa z figurkami można już rozegrać swoja pierwszą bitwę. Każdy od tego zaczynał, jak i każdy powoli dokupywał kolejne figurki by rozbudować swoją armię. Gramy kilka bitew i dochodzimy do wniosku  że to za mało chcemy większy format, więc zaczynamy podejmować nasze świadome bądź nieświadome wybory. Nowy generał nowe jednostki wsparcia może jakieś jednostki typowo defensywne czołgi, samoloty... Możliwość swobodnego doboru jednostek daje nam ogrom wariantów i taktyk. Jest to fantastyczne, ale za razem niebezpieczne. Fantastyczne, bo robimy to co sprawia nam przyjemność, niebezpieczne zatem, bo możemy stracić kontrolę nad wydatkami.

W naszym hobby nieodłącznym elementem jest sfera artystyczna typu konwertowanie  i malowanie zakupionych modeli. Właśnie na tym małym wyzywaniu wielu polega. Kupując swoja pierwsza armie często zapominamy o balansie pomiędzy ilością nabytych figurek a liczba pomalowanych modeli. Towarzyszy przy tym ogromne podniecenie a nie jest one dobrym doradcą w momencie, kiedy musimy zatrzymać karuzele zakupową.

Dziś nie zjem kolacji. Zaoszczędzę i kupie sobie nową figurkę.
fot. fishki.pl


Szaleństwo

Człowiek ma naturę zdobywcy. Zawsze chcemy więcej, lepiej, mocnej i tak jest też w naszym hobby. Chcemy mieć jak najmocniejsze modele. Chcemy być zwycięzcami. Nieważne czy gramy towarzysko czy turniejowo. Chęć "chorego" zwycięstwa często przewyższa zdrowo zdroworozsądkową rywalizację. Veni, vidi, vici.

Prąc do przodu zalewamy się nowymi modelami. Często już bez namysłu. Wszystko dla nas jest ładne i przydatne. Tona plastiku rośnie. Kupujemy, sklejamy i odrzucamy kolejne modele na kupkę wstydu. Często wtedy pojawia się chęć poszerzenia hobby o nową armię, albo o zgrozo wchodzimy w nowy system. W takich sytuacjach często nam doskwiera brak gotówki. Wolimy kupić figurkę niż zaoszczędzić, czy wydać środki na bieżące przyziemne wydatki. Potrafimy się również zadłużyć by tylko szybciej dorwać jakiś nowy zestaw.

A miałem nic nie kupować. Cóż mówi się trudno.

Lenistwo

Mamy już wszystko czego dusza zapragnie. Istna klęska urodzaju. Przesyt powoduje, że przestajemy nabywać hurtowo figurki. Zaczynamy się szybko nudzić tym co już posiadamy. Wolimy zrobić cokolwiek tylko nie zająć się hobby, które podobnież sprawiało nam dotąd tyle radości. Chowamy wszystko w pudła. Chcemy zapomnieć, że istniało coś takiego jak bitewniaki. Tylko przepełniona szafa przypomina nam ech dawnych dni.

W tym momencie mamy dwie drogi. Jedną z nich jest masowe wyprzedawanie  tego co przez lata udało nam się uzbierać. Jest to najprostsze rozwiązanie, ale nie jedyne. Mamy przecież alternatywę. 

Porządki

Jeśli mamy w sobie na tyle samozaparcia by uporządkować nasze hobby jest jeszcze dla nas nadzieja.
Nakreślamy plan działania, by z głową podejść do zaistniałego problemu pozostając przy jednym systemie, bądź jednej armii, która nam się podoba, bądź którą najlepiej nam się grało. Wąska specjalizacja w danym systemie daje nam tą przewagę, że jesteśmy wstanie prowadzić swoich małych, dzielnych żołnierzy ku spektakularnym zwycięstwom. Gra wtedy będzie dawała nam satysfakcję z kolekcjonowania modeli jak i da nam wiele radości z rozegranych potyczek. Na tym etapie wielu graczy też powraca do malowania swoich armii odkrywając przy tym kolejny aspekt gier bitewnych na nowo.



Jeśli niezbytnio kojarzysz fakty, które znajdują się w tym tekście możesz się nazwać szczęściarzem. Jeśli natomiast po przeczytaniu wpisu widzisz w nim swoje odbicie natychmiast skonsultuj się z farmaceutą, bądź najbliższym sklepem hobbystycznym i zapytaj o szybką poradę uzdrowienia swojego hobby.






Komentarze

  1. Ciekawy tekst... Przedstawiasz zakupy figurek niczym klasyczne uzależnienie. To pewnie trochę chwyt retoryczny. Pewnie każdy, kto go czytał, kupił kiedyś figurkę, która nie była mu potrzebna. Ale też nie znam nikogo, kto z powodu nadmiernych zakupów hobbystycznych musiał rezygnować z jedzenia. Bitewniaki to raczej hobby nadmiaru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst z założenia miał być przerysowany. Bułka natomiast symbolizuje nasze przyziemne sprawunki. Tak należałoby to odczytywać.

      Usuń
    2. Nie no proszę. Browar ważniejszy od figurek! Co z tego, że nie da się równocześnie pić i malować. ;)

      Usuń

Prześlij komentarz